
Człowiek tonący w cynizmie, ignorancji, egoizmie, chęci bycia sobie kimś na miarę Boga, bez wyrzutów sumienia, bez jakichkolwiek zahamowań... wcześniej czy później zostanie sam. Tak, oto tu chodzi, o degradującą otaczający świat (poza własnym Ja) siłę... Ale co potem? Co wtedy, gdy wszystko się już stanie, będziesz sobie ostatecznością (ale czy Sprawiedliwością) śmiercią i końcem w swoim wyimaginowanym imperium? Przyjdzie w końcu chęć bycia przy kimś, przyjdzie ochota na ciepło, przyjaźń... miłość... poświęcenie... Co jeśli Mur Obojętności odgrodzi zupełnie pierwiastek człowieczeństwa??? Co wtedy...?
Tekst brudny, pełny emocji które po przeczytaniu go Ciągle jeszcze wrzą gdzieś wewnątrz... Przez to - DOSKONAŁY.